Po około trzydziestu minutach Henry wjechał na parking przytulnej kawiarni na obrzeżach naszego miasta. Wyglądało to na miejsce ukryte przed zwykłym zgiełkiem, gdzie można było szeptać sekrety bez obawy przed podsłuchaniem. Zaparkowałem kilka samochodów dalej i patrzyłem, jak wysiada, jego ruchy były swobodne i niespieszne.
CZYTAJ DALEJ NA NASTĘPNEJ STRONIE